Teraz czytam:
Teraz czytam



Blog > Komentarze do wpisu
"Peanatema" Neal Stephenson
Nadszedł czas, czas aby się ujawnić, aby to co zakryte zostało odsłonięte, aby niedopowiedziane powiedziane było do końca. W sekularnym świecie, w którym zmuszony jestem egzystować, wygnany z strefy matemowej przez peanatemę z powodów które zmilczę na razie, wiele jest coming out'ów, cała epidemia wyznań; wszyscy chcący się ujawnić robią to, aby uchwycić ułamek sławy, parę iskier, ulotnych błysków szybko znikających w Retikulum świadczących o ich istnieniu; ślepi, iż w płytkiej, zbiorowej świadomości błyskawicznie więdną i gasną, a gdy nawet utrzymają się tam dłużej, są już zupełnie przekształceni, są kimś innym, istniejącym tylko dzięki miriadom odbłysków wirujących w lodowatej próżni pozamatemowych obrzeży.
Mówię do was nie z chęci, nie z pragnienia zaistnienia, ale dlatego bo muszę – pojawiła się księga mieszająca porządek światów, wiele zdradzająca i już nie do powstrzymania.
Jestem fraa Yas, edharczyk, właściwie były edharczyk, choć kto nim był, nawet wygnany, nawet zaplątany w Saeculum nawet nie przestrzegający dyscypliny być nim w głębi nie przestaje, nigdy nie odłoży teoryki, zawsze będzie skrytym wyznawcą Hylaejskiego Świata Teoretycznego, nie zrezygnuje ze wspomnień dawnych dysput w kredowni, wróci czasami do rozważań nad teorią grup symetrii wspominając ze czcią genialnego fraa Évariste Galois który umarł tak młodo – zginął, bowiem ujawnił zbyt wiele; o dreszcz go przyprawi gładkość i piękno przeplatających się powierzchni Riemana, poddanych muśnięciu odwzorowań konforemnych, postrzępione wiązki włókniste nie skojarzą mu się z szydełkowaniem i kotem; chyba że kotem który wykonuje skoki kwantowe, który jednocześnie żyje i nie żyje; i ostatecznie zgodzi się z poglądami fraa Hellera, iż panorama nauki, wciąż w dynamicznym rozwoju, opiera się na dążeniu do matematycznej precyzji, a w chwili gdy precyzja zostaje osiągnięta umysł w jasnym świetle dostrzega harmonię i konieczność.
Już dawno odszedłem od ścisłej dyscypliny edharskiej, w swojej ciągle niespokojnej imaginacji widząc jej ograniczenia, możliwość uwiądu w oddzieleniu od extramuros i praxis, przyjąłem nawet herezję aktywnego podążania Drogą Dzwoneczków jako znacznej pomocy do uprawiania teoryki;  a teraz naginając dyscyplinę do granic, za pomocą Ret prowadzę dysputy oddalone od HŚT, dotyczące innego matemowego świata, o ważności i realności istnienia którego toczono zawzięte spory – Elizejskiego Świata Opowieści i Pieśni, bardziej rozmytego, niedookreślonego lecz też niosącego wiedzę i głębię poznania. Ale nieważny jest rodzaj matemowych światów, ważni są wszyscy którzy je tworzą połączeni w wielowiekowej wspólnocie podejmowanych i wciąż na nowo przekształcanych tematów, połączeni tradycją, szacunkiem i podziwem dla dawnych sauntów, dla ich geniuszu, wiedzy i osiągnięć.
Lecz teraz gdy pojawiła się księga, zapewne wszyscy ukryci suur i fraa, niezależnie jak daleko odeszli od świata koncentu, muszą podjąć zadanie, muszą stawić opór aby extramuros nie wdarło się zbyt mocno w granice ich odosobnionych matemów, by nie było wypytywań, pustej ciekawości, zamieszania, szkodzących tak bardzo tym odwiecznym światom, którym mamy służyć.
Nic nie zrozumieliście, znudziło was, zniecierpliwiło, nie przeczytacie księgi – to dobrze – takie mamy zadanie, niech zostanie nierozpoznana, niech nikt poza nielicznymi nie domyśli się jakie niesie treści.
środa, 06 stycznia 2010, jasox

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/01/07 07:47:17
:-)
nic dodać nic ująć :-)
-
2010/01/07 18:41:37
Mdl,
jestem twoim wielkim dłużnikiem, za tę książkę :)
Oczywiście mam do niej różne uwagi i zastrzeżenia, ale wobec głównej zalety byłoby to czepialstwo - nie znałem dotychczas autora, który by tak zręcznie mieszał świat Hylaei i Elizejski (jak sobie pozwoliłem nazwać przestrzeń literatury). Jak wpadnie mi w ręce cykl barokowy, to na pewno nie tylko przekartkuję.
Ciekawi mnie - ty zdeklarowana humanistka (klątwa trói z matmy?) i nie odrzuca cię od dość wyrafinowanych spekulacji matematycznych i epistemologicznych? A przecież bez nich nie sposób podążać za akcją, która bez tej nadbudowy jest dość nikła; postacie też mogłyby być bardziej złożone i relacje między nimi bardziej zniuansowane. No ale miałem się nie czepiać..
Czekam z niecierpliwością na twoją recenzję.
-
2010/01/07 19:27:20
Jasox -
nie, nie odrzuca mnie, wręcz przeciwnie, przyciąga. Oczywiście czytając wściekam się na siebie, za to, że nie wiem więcej z matematyki, ale z drugiej strony tematy filozoficzno-fizyczne nie są mi aż tak obce, żebym nic nie rozumiała :) Do tego mam wrażenie, że Stephenson tak jakoś to wszystko tłumaczy, żeby czytelnik nadążał (albo mam złudzenie nadążania?). Kiedyś znęcałam się na blogu nad książką Ahlgrena, która teoretycznie jest "o tym samym" a bez bibliografii nic się nie da z niej zrozumieć, tu nie mam takiego wrażenia.
-
2010/01/07 20:46:20
Ano właśnie, to miałem na myśli o doskonałym połączeniu teorii i opowieści - jakby się przenikały, wzajemnie się tłumaczyły, jakby elementy HŚT były wręcz równoprawnymi bohaterami, o których może wszystko nie wiemy, ale rozumiemy je intuicyjnie, bo wiadomo jak są wobec siebie usytuowane to nadążanie nie jest złudzeniem, to wielki dar Stephensona, że tak potrafi.
Choć nie czytałem Ahlgrena, po twojej recenzji widzę, że to zupełnie inna liga.
Jest nawet Wiki dotycząca "Peanatemy", można tam znaleźć Ziemskie odniesienia, podobno nawet powstaje film, ale tego to już sobie nie wyobrażam ;)
Po tym nabrałem ochoty na powtórne przeczytanie Michała Hellera, czytałaś może? Parę świetnych rzeczy popełnił, choćby "Początek jest wszędzie", czy "Pojmowalny wszechświat", jest w poglądach ze Stephensonem bardzo bliski, jeśli nie identyczny, gdy czytałem ostatnią stronę wydawało mi się, że to on napisał.
-
2010/01/07 21:05:58
Niestety nie czytałam Hellera, ale dopiszę do listy lektur. Wiki już odkryłam. Ahlgren to inna liga, tzn. czytadło-thriller, więcej miesza niż wyjaśnia.
Filmu się obawiam - tzn. wizualnie może być przepiękny (te zegary... w zasadzie same zegary wystarczyłyby mi do pokochania tej książki), ale obawiam się, że spłyciłby się do historyjki przygodowej z ludźmi w dziwnych ubraniach. Ale ja ogólnie nie lubię oglądać fantastyki, film nigdy nie dorówna wyobraźni.
A w ogóle to zostało mi jeszcze 200+ stron i powinnam czytać zamiast dyskutować :-)
-
2010/01/07 21:32:33
to znikam ;)
te ostatnie 200 stron wymaga uwagi, dużo się dzieje.
Co do filmów.. nie wiem ile razy oglądałem "Łowcę androidów", ten film coś w sobie ma; "Stalker"? ale to naprawdę nie fantastyka - i tyle. Choć po obejrzeniu animowanych "Robotów" dla dzieci, rozmawialiśmy z kolegą jak mógłby wyglądać ten film, gdyby za scenariusz posłużyły "Bajki robotów" Lema :)
Ale masz rację, nic nie zastąpi wyobraźni