Countomat


Blog > Komentarze do wpisu
"Obsoletki" - Justyna Bargielska

Obsoletki - Justyna Bargielska

Harfa daje radę
To jest ten moment, w którym wszystko jest na swoim miejscu,
mąż przy stole a nie mąż w pociągu,
dzieci donoszone w kojcach a upuszczone w otchłani,
pies w czystej pościeli a śmierć zawsze za progiem.
Nic, o czym chcielibyście pisać, się nie wydarzyło,
więc moc nie musi truchleć.
I nie truchleje.
Nikogo tu nie zapraszam,
z nikim się nią nie dzielę.

Przekraczam na blogu kolejną granicę, dziś po raz pierwszy pojawiła się poezja; bez obawy, będzie o prozie – o wierszach nie potrafię pisać, te strofy niech to będzie pewien sposób wyróżnienia autorki, podkreślenia, że przede wszystkim jest poetką ( tu z pełnym i zasłużonym szacunkiem :)
Z przeczytaniem jej „Obsoletek” długo się ociągałem wymyślając sto pięćdziesiąt ważnych powodów – podejrzewając kolejne wysilone, pretensjonalne językowe eksperymenty w stylu nowej polskiej prozy kwaszącej się w swoim sosie; a jak już zacząłem czytać wyklinałem moją głupotę, że tak długo pozbawiałem się przeżycia niezwykłego, porywającego, uderzającego w najczulsze punkty.. od książki przez parę godzin nic nie mogło mnie oderwać; szkoda tylko, że jest tak krótka, 87 stron co prawda drobnym drukiem, ale to stanowczo za mało.
Kilkadziesiąt mikro-opowiadań, zabójczo zwięzłych, precyzyjnych językowo i pojęciowo; a przewrotnych, głęboko ironicznych podszytych wyczuwalną, udomowioną, z lekka makabryczną grozą.
Przykład :
Na pokropku byłam też ostatnio.
Gdy dziecko umiera bez chrztu i jest bardzo maleńkie, tak do trzynastu centymetrów, robi się mu pokropek zamiast pogrzebu. Jest to jakaś możliwość, z której można skorzystać. Na pokropku było ze trzy czwarte tuzina osób, które patrzyły na pudełko zawierające pokrapianego z pewnym dystansem. Pudełko pomalował w części wesołej ojciec a w części stonowanej – matka, w części ojca był srebrny saab, kolejka, ludzie podnoszący ręce do góry, w części matki były fioletowe i błękitne mazaje typu narkoza dożylna. Dominikanin zdjął kaptur, powiedział formułę i popłakaliśmy się, wszyscy zdystansowani. Chciałabym mieć w domu takiego dominikanina do płaczu. Grabarze odsunęli płytę za pomocą podłożonej okrągłej belki i pomyślałam sobie, że może tak wynaleziono koło: jakaś obca cywilizacja dała nam któregoś dnia grób z płytą, a myśmy myśleli, jak tę płytę odsunąć i wymyśliliśmy okrągłą belkę, i weszliśmy do tego grobu, i przylecieliśmy nim na ziemię. Potem grabarze włożyli pudełko, przysypali i przykryli płytą, ale nic mi nie wiadomo o tym, żeby mój pokropiony siostrzeniec gdziekolwiek odleciał. Zostawiłam mu białe kwiatki typu eustoma, ale od smutnego pójścia do kawiarni wymówiłam się.

Śmierć podszyta śmiechem, groteska w obłaskawianiu spraw nie do rozpoznania, nie do pojęcia, dochodzenie do uświadomienia sobie łatwości z jaką można wszystko stracić, do kruchości naszego poczucia bezpieczeństwa, z codziennością i zwykłością w jej całej banalnej śmieszności w tle, nagle przechodzącą w śmieszność ostrą i morderczą jak błyszcząca brzytwa błyskotliwie okrawająca rzeczywistość, wpasowującą ją w ściśle dobrane choć z pozoru absurdalnie nieodpowiednie słowa.
A najbardziej zadziwiające jest to, że tematykę tych ultra-miniopowiadań można uznać za skrajnie, krańcowo kobiecą – strata nienarodzonego dziecka, próba radzenia sobie z tą traumą, porody kolejnych dzieci, mąż, rodzina, przyjaciółki, kot. Wszystko co kojarzy się z rozmamłaniem, rozlewnością, nieopanowaniem uczuciowym, sentymentalizmem, byciem matką Polką, czy matką udręczoną. Tu jawi się raczej matka wyrodna w swoim najbardziej pozytywnym, wyrafinowanym wydaniu, bezwzględna wobec siebie, swojego naznaczonego przez biologię i kulturę losu i powtarzając za dawno młodo zmarłym poetą – potrafiąca śmiać się z własnego trupa. Głębinowe lęki, bolące wciąż rany łagodzi.. można by napisać konwencjonalnym tropem interpretacyjnym, ale tak naprawdę ona je ze spokojem rozszarpuje, aby bolały jeszcze bardziej, zarazem przygląda się im z kosmicznym chłodem i dystansem. Z dystansem do najintymniejszych, najgłębszych wciąż jątrzących przeżyć, ale bez żadnego nawet zawoalowanego, zaplanowanego ekshibicjonizmu, bez żadnego epatowania – taki jest los, takie jest życie, czy jesteś kotem, czy kobietą, czy innym bytem jesteś wrobiony w istnienie, nikt cię wcześniej nie spytał czy wolałbyś aby Cię po prostu nie było. ( opowiadanie „O wyrzucaniu z ust swoich” )
Zjawisko. Kto nie przeczyta jego strata.

niedziela, 19 lutego 2012, jasox

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/03/20 19:50:38
Jestem świeżo po lekturze "Bach for my baby" - to jest dopiero moc! Ciekawie się Bargielska rozwija, i podoba mi się ten jej projekt "opisania kobiety", w którym pojawiają się jakieś pęknięcia, nieciągłości, polemika z wcześniejszymi książkami (z "Obsoletkami" też).
-
2012/03/23 10:01:04
dzięki za podpowiedź - zamówiłem "Bach for my baby" i już cieszę się na lekturę :)